Na początku lutego 1957 r. rodzi się pomysł utworzenia wojsk powietrzno desantowym, Minister Obrony Narodowej gen. (marsz.) Marian Spychalski zaakceptował ideę stworzenia w Wojsku Polskim jednostki powietrznodesantowej. Autorem pomysłu i promotorem koncepcji był późniejszy dowódca Warszawskiego Okręgu Wojskowego gen. dyw. (broni) Józef Kuropieska. Początkowo brano pod uwagę przeformowanie jednej z jednostek stacjonujących w Pomorskim Okręgu Wojskowym w okolicach Drawska. Nowo utworzona jednostka miała być podporządkowana dowódcy lotnictwa. Ostatecznie wybór padł na 6 Pomorską Dywizję Piechoty, pod koniec kwietnia 1957 odbyła się odprawa i część jej kadry dostała propozycję przejścia do nowej dywizji. Od 5 maja 1957 zorganizowano kurs instruktorów. Praktyczne szkolenie rozpoczęto 17 maja 1957 roku. Dowódcą kursu został mjr Józef Karcz. Po miesiącu kurs przekształcono w Ośrodek Szkolenia Spadochronowego. Właściwie to tutaj rozpoczyna się szkolenie kadry dla 10 bpd od razu skierowano ich do koszar przy ulicy Rajskiej w Krakowie, by od podstaw tworzyć nową jednostkę.
10 bpd rozpoczął swe funkcjonowanie w październiku 1957 roku.
Pierwszym dowódcą batalionu został mjr Józef Łakomy
- zastępca dowódcy do spraw politycznych por. Józef Lewicki
- szef sztabu kpt. Józef Kozioł
Głównym czynnikiem decydującym była lokalizacja, dogodna pod względem bazy szkoleniowej. Umiejscowienie w Stołecznym Królewskim Mieście Krakowie oznaczało bliskość trzech lotnisk: Kraków – Balice, Kraków – Rakowice oraz Pobiednik Wielki, a także poligonu artyleryjskiego na Pustyni Błędowskiej oraz terenów wspinaczkowych Jury krakowsko-częstochowskiej. Ponadto, Kraków był wówczas garnizonem Warszawskiego Okręgu Wojskowego, stanowiącego zaplecze Polskich Sił Zbrojnych. Warto nadmienić, iż dwa z wymienionych lotnisk wykorzystywane są do dnia dzisiejszego, natomiast obszar Pustyni Błędowskiej, obecnie chroniony, zmienił jedynie charakter i stanowi główne, powszechnie lubiane zrzutowisko.
6 Pomorska Dywizja Powietrzno Desantowa (6 PDPD) została utworzona w 15 czerwcu 1957 r. i praktycznie od samego początku stała się elitarnym związkiem taktycznym Ludowego Wojska Polskiego, który był przeznaczony do wykonywania różnorodnych zadań bojowych na tyłach przeciwnika w celu umożliwienia własnym wojskom nacierającym od czoła opanowanie zakładanych rubieży natarcia. Dlatego też wszechstronne wyszkolenie polskiej dywizji powietrzno desantowej sprawiło, że jej oddziały brały udział w licznych ćwiczeniach, które od 1962 r. Naczelne Dowództwo Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego regularnie organizowało na terenie Polski, Czechosłowacji lub Niemieckiej Republiki Demokratycznej. (Niejeden młody człowiek nie wie co to za państwa) Dzieje Dywizji 6 PDPD od 1957 roku aż do momentu przeformowania, początkowo w 6 Brygadę Powietrzno Desantową w roku 1986, a potem 6 Brygadę Desantowo - Szturmową, która przyjęła imię gen. bryg. Stanisława Sosabowskiego. Opis zmian w okresie istnienia było wiele, wspominają o tym bardzo cenne kroniki przechowywane w Muzeum 6 Brygady Desantowo-Szturmowej w Krakowie, w tym Kronika 6 Pomorskiej Dywizji Powietrzno Desantowej oraz Kroniki - 10, 16 i 19 (później 18) batalionu powietrzno desantowego, 9 (później 6) szkolnego batalionu powietrzno desantowego, 6 batalionu zaopatrzenia i remontu (później 8 batalionu zabezpieczenia) i 35 dywizjonu artylerii samobieżnej.
Podstawowym sposobem wejścia do walki dużych sił aeromobilnych pozostaje tym samym skok ze spadochronem z samolotu. Jednostką zapewniającą transport lotniczy dla 6 PDPD w ilościach niezbędnych do szkolenia w latach 1963-1967 był stacjonujący przy lotnisku Kraków – Balice 55 pułk lotnictwa transportowego. Następnie przemianowano go na 13 pułk lotnictwa transportowego. Pułk prócz wymienianych już An-2 oraz Ił-14, w późniejszym czasie dysponował także samolotami typu An-26 oraz An-12, które błędnie nazywano „Ukraina”, co było właściwe dla An-10. Przyjęcie do eksploatacji dwóch egzemplarzy An-12 – średniej wielkości transportowca, wynikało z procesu przeobrażania się lekkiej początkowo formacji, jaką z założenia była 6 PDPD, w silny związek taktyczny dysponujący własną artylerią. W skład dywizji już wtedy wchodziły dywizjony artylerii: mieszanej (5 dam), przeciwlotniczej (6 baplot) i samobieżnej (35 das). Ten ostatni wyposażony w 25 sztuk piętnasto tonowych dział samobieżnych ASU-85, które w polskich warunkach nieprzewidziane były do desantowania sposobem spadochronowym, lecz do transportu właśnie przez samoloty An-12 w rzucie lądującym dywizji.
6 Pomorska Dywizja Powietrzno-Desantowa w wyniku Rozkazu MON nr 0048/Org. z dnia 15.06.1957 r., a następnie wykonawczego Rozkazu Dowódcy WOW nr 0044/Org. z dnia 26.06.1957 r., dywizję miano formować na bazie 6. Pomorskiej Dywizji Piechoty w terminie do 1 października 1957 roku. Struktura dywizji zaraz po sformowaniu była następująca :
Dowództwo 6 Dywizji Powietrzno-Desantowej – JW 2458 Kraków
9.Szkolny Batalion Powietrzno-Desantowy – JW 4115
16.Batalion Powietrzno-Desantowy – JW 1597
10.Batalion Powietrzno-Desantowy – JW 4116
5.Dywizjon Artylerii – JW 1172
W roku 1958 przebazowano 10 bpd z Krakowa do Oświęcimia.
Dowódcy Dywizji w latach 1957 - 1986
- gen. bryg. Bolesław Chocha (1957 – XII.1960)
- płk dypl. Józef Mroczko (cz.p.o. XII.1960 – 1961)
- płk dypl. Ryszard Banach (1961 – 1963)
- gen. dyw. Kazimierz Makarewicz (1963)
- płk dypl. Edwin Rozłubirski (18.VIII.1963 – III.1968) generał brygady – 1965. Odwołany z zajmowanego stanowiska 1968 roku w wyniku zatargu z I sekretarzem KW PZPR w Krakowie oraz za odmowę użycia wojska przeciwko demonstrującym studentom.
- ppłk Musiał (cz.p.o. III – VIII.1968)
- gen. bryg. Edward Dysko (20.VIII.1968 – I.1972)
- p.o. płk dypl. Florian Bogacki (1972 – 1973)
- gen. bryg. Marian Zdrzałka (1973 – XI.1983)
- gen. bryg. January Komański (1983 – 1986)
WSPOMNIENIA
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6 pdpd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6 pdpd. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 marca 2026
poniedziałek, 19 lutego 2018
Oświęcim 10 bpd - dwuletnia szkoła życia
Na początku służby znalazłem się w 2 kompanii szturmowej d-ca por. Karol Gryzowski, (w 1973-1977 rok st. instruktor spadochronowy w stopniu kapitana), dowódca plutonu sierż. Adam Habant a następnie po 6 miesiącach przeniesiono nas do 3 kompanii szturmowej d-ca kpt. Stanisław Król (zostałem kelnerem do obsługi balu sylwestrowego 68/69, dobrze się spisałem więc w styczniu 69 na obozie narciarskim w Istebnej opiekowałem się żoną kapitana Króla i jej siostrą, zawsze rano chodziłem do wsi gdzie miały wynajęty pokój, paliłem im w piecu, omijała mnie poranna zaprawa. Stary drewniany góralski dom wielkie łóżka i ogromniaste pierzyny. Ppłk dypl. Stanisław Król od 25.01.77 do 18.08.78 pełnił funkcję szefa sztabu 6 PDPD) następny dowódca kompanii 3 to por. Piotr Kokoszka od roku 1970 kapitan, (przyszedł z Dziwnowa był d-cą 56 Kompanii Specjalnej sformowanej w 1967 na bazie 5 kompanii rozpoznawczej 1 Batalionu Szturmowego z Dziwnowa. Kompania początkowo stacjonowała w Bydgoszczy. Szykowaliśmy w czwórkę mieszkanie dla niego na osiedlu w Oświęcimiu, malowanie, drobne naprawy następnie przeprowadzka.
Poligon Muszaki oraz miejsce skoków lotnisko Szymany rok 1968. Rano w dniu skoków pobudka koło 3-4 w nocy i wyjazd na Szymany, siedzenie ze spadochronem na plecach wzdłuż pasa na brezentowych płachtach a dopiero za chwilę i to dłuższą słychać jak odpalają Antki, (podejrzewam, że piloci mieli pobudkę z 3 godz po nas) po skoku układanie spadochronu, każdy układał swój pod okiem kontrolującego układanie instruktora.
Przechodziłem dodatkowo szkolenie w karczowaniu nocnym pniaków po sosnach za pomocą saperki, mam nadzieję, że tego mój kapral nie przeczyta - razem z kolegą za podpadnięcie już nie pamiętam co to za przewinienie ale przypuszczam bo miałem pewien feler, jak mnie kapral wołał - chodźcie tu!! to ja nie reagowałem, jak podszedł i pyta - co nie słychać - to ja grzecznie, ale ja tu jestem sam. Więc możliwe, że i za to co strasznie mego kaprala denerwowało otrzymałem karę, kazał nam kapral wykopać po pniaku, poszedł wskazał które to są i do pracy po godz. 22:00, jako iż już nie pierwszy to był pniak u którego sprawdziłem długość korzeni wiedziałem, że pół nocy mamy z głowy, poczekaliśmy aż odgłosy w obozie umilkną i z namiotu gospodarczego "pożyczyliśmy" łopoty i siekierę. Siekierą obcięliśmy wystający pień tak aby był na równo z ziemią a raczej z piaskiem, pięknie posprzątaliśmy resztki drewienek, przekopali łopatą wokół pniaka aby było wszystko świeże i przeciągli inne pniaki przez kogoś wcześniej wykopane, o północy byliśmy po robocie. Rano zaliczono nam odbytą karę. Możliwe, że szczęśliwym dla uratowania tego rejonu Mazur były wydarzenia związane z Czechosłowacją bo inaczej do końca poligonu wykarczowano by wszystko co było ścięte i to co jeszcze rosło. - 10 bpd -
Potem zabroniono stosowania tej kary bo "młodzież" spała na zajęciach, jak również wycofano piwo z kantyny i tego drugiego do dzisiaj żałuję. Lecz poligon to tylko mgnienie oka bo już po powrocie na jesień do Oświęcimia było piwo w kantynie. Śpiewanie w maskach gazowych było uciążliwe i do dzisiaj nie odzyskałem dobrego słuchu, nawet podobno fałszuję "góralu czy ci nie żal". A jeszcze jedno dość istotne, wieczorami było kino letnie, ekran zawieszony pomiędzy drzewami nawet dobre szły filmy, kopciliśmy strasznie aby komary odpędzić, piwko się popijało było super ale wszystko co dobre zawsze się kończy.
Spotkanie byłych żołnierzy 10 bpd styczeń 2018 czyli po 50 latach.
Poligon Muszaki oraz miejsce skoków lotnisko Szymany rok 1968. Rano w dniu skoków pobudka koło 3-4 w nocy i wyjazd na Szymany, siedzenie ze spadochronem na plecach wzdłuż pasa na brezentowych płachtach a dopiero za chwilę i to dłuższą słychać jak odpalają Antki, (podejrzewam, że piloci mieli pobudkę z 3 godz po nas) po skoku układanie spadochronu, każdy układał swój pod okiem kontrolującego układanie instruktora.
Przechodziłem dodatkowo szkolenie w karczowaniu nocnym pniaków po sosnach za pomocą saperki, mam nadzieję, że tego mój kapral nie przeczyta - razem z kolegą za podpadnięcie już nie pamiętam co to za przewinienie ale przypuszczam bo miałem pewien feler, jak mnie kapral wołał - chodźcie tu!! to ja nie reagowałem, jak podszedł i pyta - co nie słychać - to ja grzecznie, ale ja tu jestem sam. Więc możliwe, że i za to co strasznie mego kaprala denerwowało otrzymałem karę, kazał nam kapral wykopać po pniaku, poszedł wskazał które to są i do pracy po godz. 22:00, jako iż już nie pierwszy to był pniak u którego sprawdziłem długość korzeni wiedziałem, że pół nocy mamy z głowy, poczekaliśmy aż odgłosy w obozie umilkną i z namiotu gospodarczego "pożyczyliśmy" łopoty i siekierę. Siekierą obcięliśmy wystający pień tak aby był na równo z ziemią a raczej z piaskiem, pięknie posprzątaliśmy resztki drewienek, przekopali łopatą wokół pniaka aby było wszystko świeże i przeciągli inne pniaki przez kogoś wcześniej wykopane, o północy byliśmy po robocie. Rano zaliczono nam odbytą karę. Możliwe, że szczęśliwym dla uratowania tego rejonu Mazur były wydarzenia związane z Czechosłowacją bo inaczej do końca poligonu wykarczowano by wszystko co było ścięte i to co jeszcze rosło. - 10 bpd -
Potem zabroniono stosowania tej kary bo "młodzież" spała na zajęciach, jak również wycofano piwo z kantyny i tego drugiego do dzisiaj żałuję. Lecz poligon to tylko mgnienie oka bo już po powrocie na jesień do Oświęcimia było piwo w kantynie. Śpiewanie w maskach gazowych było uciążliwe i do dzisiaj nie odzyskałem dobrego słuchu, nawet podobno fałszuję "góralu czy ci nie żal". A jeszcze jedno dość istotne, wieczorami było kino letnie, ekran zawieszony pomiędzy drzewami nawet dobre szły filmy, kopciliśmy strasznie aby komary odpędzić, piwko się popijało było super ale wszystko co dobre zawsze się kończy.
Spotkanie byłych żołnierzy 10 bpd styczeń 2018 czyli po 50 latach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)